w tym świecie, który rządzi się bezwzględnymi prawami statystki, gdzie wszystko, od okrutnie genialnych polifonii bacha po hipnotyzujace filmy kieslowskiego, nie wspominając o zdjęciach albo telewizji, czy dajmy na to takim jutubie, nie tylko można zapisać, zakodować i zakląć ciągiem jedynek i zer ale też wszystko właściwie modeluje się i opisuje wzorami matematycznymi, i to, o zgrozo!, właściwie zawsze tylko w przybliżeniu (bo skoro nasza percepcja jest aż tak nieporadna, że i tak nie ogarnie, że gówno w lesie, to przecież zbędny trud), w tym właśnie świecie, w którym dla twojej informacji żyjemy, no przyznasz, trudno o nieuzasadniony zapał i entuzjazm. to nie korporacja, żeby się wychylać przed szereg.
właśnie dlatego postuluję potrzebę progresywnego relaksu, postępowego lenistwa; lenistwa, które znajdzie siłę by odmienić świat (potrzeba ta, zdaje się być szczególnie pilna, gdy weźmie się pod uwagę, że nie każdy z nas znajduje siłę, żeby zwlec się rano z łóżka).
tytułem uprawiania progresywnego relaksu przedsięwziać można szereg działań. nie ma jednej słusznej recepty, pomysły bywają różne, możliwości również a stopień determinacji predestynuje jedne bardziej od innych do pełnego sukcesu, jeszcze zaś inne do częsciowej klęski. takie życie.
ja w każdym razie tytułem uprawiania progresywnego relaksu wróciłem na łono rodziny. na mymłon rodziny, rzec można i lenie się, przyznaję. ale jakże progresywnie.

polskie koleje państwowe, jak ich nie kochać!

widok z okna.

tato.

brat. zawsze należał do tego drugiego typu ludzi. pracowitych ludzi. takim, którym się nie nudzi, bo potrafią sobie w każdej sytuacji znaleźć zajęcie. cóż. genetyka płata figle, nie od dziś to wiadomo.

dżaga. przejęła w domu moją rolę. rozpieszczonego potwora, o uprzywilejowanej pozycji. skrzyżowanie księżniczki i dyktatora o nieodpartym uroku osobistym, nieznającym sprzeciwu spojrzeniu i tajemnicznej, nieodgadnionej naturze. nie lubimy się.
jako podkład muzyczny do uprawiania progresywnego relaksu proponuję sprawdzone moje najnowsze inspiracje. muzyka fimowa razy trzy.
pascal gaigne – azuloscurocasinegro
yann tiersen – good bye, lenin!
zbigniew preisner – la double vie de veronique




































