przysnilo mi sie to ostatnio. nie pamietam tylko czy to bylo w australii, szkocji, usa czy jakiejs innej czesci polwyspu krymskiego. my favourite game, road trippin’, te ruchome obrazy jak teardrop i wzruszenia z beirutu. musialo byc dosc slonecznie i ped powietrza zapieral dech czyli zabieral powietrze z pluc (i to nie bylo az takie przyjemne, jak mogloby sie wydawac).

popatrz
podszepty podswiadomosci o wolnosci, relacjach miedzyludzkich, muzyce i prowadzeniu samochodu po lewej stronie (zmienianie biegow lewa reka jest gorsze niz the day after syndorme), ktore prowadza do niejasnych wnioskow.
crossroads, decision pickle, czyli albo albo… nawet nie chodzi o to, ze zegar biologiczny tyka lub ze swiat mozna zdobyc tylko przed 21 urodzinami, bo pozniej to juz zadna sztuka.
raczej o to, ze najwyzszy czas:
a. otworzyc firme, ktora zajmie sie sprzedaza elektrycznych zapalek produkowanych w stanach, eksportowanych do chin, gdzie ulatwia one produkcje trzpaczek do glowy, ktore zaprzyjazniona firma kupi po przystepnej cenie i wysle do usa, co odwroci tamtejszy kryzys kredytow hipotecznych i zapobiegnie krachowi na wszystkich najwazniejszych gieldach swiata, za co dostaniemy nobla z ekonomii.
b. nauczyc sie jezyka suahili, pojechac do afryki i rozwiazywac problemy tamtejszych mlodych demokracji i dostac pokojowa nagrode nobla.
c. zaczac pisac felietony do tygodnika telewizyjnego, o wplywach polucji dzwiekowej na wielkosc plonow salaty lodowej w poblizu wiekszych osrodkow miejskich w europie poludniowo zachodniej i dostac literacka nagrode nobla.
i o to ze, jasne, nigdy na nic nie jest za pozno, ale zycie jest za krotkie na to, zeby marnowac je na czynienie czynow, ktore cie trywialnie rzecz ujmujac nie kreca, tylko dlatego, ze nie masz lepszego pomyslu/odwagi/wiary w siebie itd.
czyli zajmij sie dziecko spelnianiem marzen lepiej.
taka łopatologia stosowana, ze na wyciagniecie reki, wiesz, cnie.
