czas sie pozbierac. pozno zimowe przesilenie zrobilo swoje, nadmiar swiatla przygnebia, jakby to juz byla wiosna. smutna muzyka wypelnia starannie kazda szczeline czaso-przestrzenna. swiatlo swiatlem, jednak w poblizu nie ma nawet sladu przyzwoitej plazy z tajskimi masazystkami i ludzmi wbiegajacymi radosnie do morza, a bez koszulki to wstydze sie wejsc nawet pod prysznic, nie mowiac o ostentacyjnym wystawianiu sie na oddzialywanie slonca. niczym kate winslet na rozdaniu zlotych globow powtarzam sobie jak mantre jedno slowo: “gather!” a kolejne dni przemykaja jak morksa woda przez palce, znieksztalcone w roznych wymiarach, jak wyjete z pralki przescieradlo, nic sobie nie robiac z ram odmierzanego skrupulatnie przez szwajcarow czasu.

widok z gory jest zawsze lepszy. a piatkowe popoludnie to idealny czas zeby popatrzec na swiat z gory.

vespa.

lubie latwosc z jaka woda rozmywa kontury. i naturalny rytm morskich fal. przekuje mnie od duzo bardziej niz ten ktory odmierza wskazowka na zegarku. a woda, jak czas, przynosi ukojenie…

i mnostwo frajdy.
kate dostala tez oskara wiec moze i mnie sie jakos uda to wszystko ogarnac. i tobie tez.